Loading...

Lwów – jak tam jest naprawdę?

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Lwów – jak tam jest naprawdę?

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?Lwów – jak tam jest naprawdę? Bardzo ładnie. Zwłaszcza w starej części miasta, gdzie spędziłam większą część wyjazdu. Zdjęcia w ogóle tego nie oddają. A z drugiej strony straszny syf. Na całej długości chodników walały się śmieci i psie kupy. Szczerze mówiąc, średni widok i zupełnie nie tego się spodziewałam. Być może była to kwestia trwającej wciąż zimy i jakiegoś ogólnego marazmu mieszkańców oraz zalegających na poboczach kopców czarnego niemal śniegu.

Pomiędzy centrum a tym, co się do centrum miasta nie zaliczało, różnica była ogromna. Podczas gdy rynek i najbliższe ulice tętniły życiem i kolorami, a także ogólną czystością, cała reszta, zwłaszcza w pobliżu fabryk straszyły ubóstwem i przygnębiającą szarością.

Lwów: jak zwiedzać

Zwiedzać można na wiele sposobów. W informacji turystycznej poza mapką można było zdobyć także niewielki Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - miasto naPisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę? Ukrainieprzewodnik turystyczny. Oczywiście za darmo. Były tam podane przykładowe restauracje i noclegi — choć podejrzewam, że bardzo drogie. Dalej zaś znajdowały się gotowe trasy turystyczne, którymi śmiało można podążać. My zmontowałyśmy własną wedle trochę innej kolejności, ale wynikało to z banalnych rzeczy jak miejsce noclegu, skąd ruszałyśmy i fakt, że na koniec chciałam iść na targowisko, żeby kupić słoik orzechów w miodzie. Dodam, że bardzo dobrych.

Targowiska były właściwie dwa. Po dwóch różnych stronach Opery Lwowskiej. Na tym pierwszym były różne smakołyki, ubrania, obrusy itp. Na drugim wyglądało bardziej jak na pchlim targu, bo można tam było znaleźć rozmaite starocie, obrazy, ale także pamiątki w postaci biżuterii i matrioszek.

Najbardziej chyba zaskoczyły mnie jednak fałszywe prawa jazdy znanych polityków. Trumpa, Obamy, Merkel, Putina… Nie zabrakło tam też naszego prezydenta Dudy.

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Równie ciekawym gadżetem był papier toaletowy. Ale nie taki zwykły, o nie! Z podobizną Putina.

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

A nieopodal targowiska.

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

W pobliskim sklepie wypatrzyłyśmy też coś, czego u nas w Polsce nie widziałam. Sezonowe piwo cynamonowe.

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Dużo było także sklepów z cukierkami. A witryny tych sklepów były wprost nieziemskie. Prawdziwe dzieła sztuki. Zastanawiam się, ile czasu ktoś musiał na to poświęcił.

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

A wewnątrz sklepu torty z pianek i cukierków.

Równie zadziwiającą witryną była ta należąca do apteki. W nocy sprawiała wyjątkowo upiorne wrażenie.

Lwów: co zobaczyć

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?Na pewno Operę Lwowską, gdzie w niektóre dni za niewielką opłatą można wejść do środka, żeby pozwiedzać. I wcale nie trzeba iść na spektakl. Przepiękną Katedrę Ormiańską i Kościół dominikanów. Kolejnym ważnym zabytkiem jest Ratusz, a w nim cudowna kawiarnia. Nieopodal Ratusza natomiast stoi Czarna Kamienica, w której znajduje się muzeum. Niestety nie udało mi się tam wejść ze względu na trwający remont. Równie piękny jest też Pałac Potockich, ale zabytków wartych zobaczenia jest tak naprawdę dużo więcej.

Do Opery Lwowskiej udało nam się wejść dopiero drugiego dnia. Zapłaciłyśmy 40 Hrywien od osoby, czyli wcale nie tak dużo. Jedna Hrywna była wówczas warta 8-10 groszy!

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Kawałek od Opery, a dokładniej na placu, przy którym się znajdowała, stał drewniany posąg albo rzeźba (jak zwał, tak Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?zwał). Był to pies symbolizujący fakt, że według chińskiego kalendarza trwa właśnie rok psa. Ale nie to jest istotne, a fakt, w jakim ten pies był stanie. Przez moment poczułam się jak w domu… Mam tylko nadzieję, że za tą sztuką nie stoją żadni Polacy. Bowiem na przedniej łapie psa widnieje ambitny rysunek męskiego narządu rozrodczego.

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Lwów i jego zabytki

Spacerując uliczkami starego miasta znalazłam się w ciekawym miejscu, gdzie poczułam się trochę jak we Włoszech. Tak dokładniej Wenecja 🙂

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Budyneczek powyżej, który częściowo załapał się także na zdjęciu poprzednim to Katedra Ormiańska.

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Naprawdę piękny jest także Lwów nocą. Na poniższym zdjęciu Kościół Dominikanów, a dalej posąg chłopca będący częścią nieaktywnej wówczas fontanny.

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Bliżej niezidentyfikowany kościół, a raczej cerkiew. Bardzo ładny w przeciwieństwie do zdjęcia. Jednak nie było tam dobrego miejsca, żeby zrobić jakieś sensowne ujęcie.

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Tutaj również stał jakiś kościółek, bo nie wyglądało to na cerkiew. Przed nim posąg, który kojarzył nam się trochę z klimatem greckich ogrodów.

Ku mojemu ubolewaniu, nie zdołałam rozczytać z tabliczki, czyj to pomnik. Nie dałam też rady zidentyfikować go później po lokalizacji. Jakieś pomysły? Znajduje się on chyba przy Bazylice archikatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Na kolejnym zdjęciu widnieje Kościół Dominikanów. Bardzo piękny zresztą. Przy wejściu stał pan, który dorabiał sobie, otwierając ludziom drzwi. Były strasznie ciężkie, więc trzymał je zwiedzającym.

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Kościół św. Andrzeja i klasztor Bernardynów we Lwowie. Nocą, bo w dzień się jakoś nie składało na zrobienie dobrego ujęcia. A do środka i tak mogłam zajrzeć tylko przez szybę.

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Wspomniana wcześniej Czarna Kamienica. Szkoda. Naprawdę szkoda, że nie mogłam tam wejść, bo bardzo chciałam. Sam budynek zrobiony jest z typowo czarnych cegieł.

Politechnika Lwowska. Przepiękna i ogromna.

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?Oraz Pałac Poniatowskich. Co zabawne, gdy próbowałyśmy do niego dotrzeć, zgubiłyśmy się. Pałac znalazłyśmy zupełnie przypadkiem w dość niespodziewanych okolicznościach. Nocą nie robił wrażenia, ale za dnia był niesamowity. Niestety zabrakło nam czasu, by tam wejść.

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Obowiązkowo także Ratusz. Tego dnia przy ratuszu akurat był malutki pokaz artystyczny. Mężczyzna malował farbą w sprayu niesamowite obrazy. A farbę suszył ogniem!

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?

Nieprzewidziane kłopoty

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?Nasz wyjazd planowo miał być trzydniowy. Jako że jechałyśmy nocą, rano byłyśmy już na miejscu, więc cały dzień był na zwiedzanie. Ten i następny i jeszcze jeden, bo wracać miałyśmy też nocą. No i co? No i klapa. Wyjazd się niespodziewanie wydłużył.

Zadowolone spakowałyśmy się na wyjazd i niestety plecaki musiałyśmy zabrać ze sobą na zwiedzanie. Tego dnia też próbowałyśmy dotrzeć do Pałacu Poniatowskich. Plecaki były ciężkie, ale to nic. Trzeba było wykorzystać ostatni dzień na maksa i jeszcze coś zobaczyć.

Autokar z Modultransu do Polski miał odjechać o 22.20 (czasu Ukraińskiego, a więc w Polsce była to godzina 21.20), więc czasu było sporo.  Wieczorem wsiadłyśmy w trolejbus: kierunek Lwów dworzec. Ciasno, gorąco i duszno. Ale to nic. Pora wracać do domu.

Autobus zatrzymywał się przy głównym dworcu kolejowym. Dokładny adres miałyśmy na biletach, więc nie było mowy o pomyłce. Nawet gdyby jedna coś pomyliła, to druga z nas musiała to zauważyć. Zresztą mam zwyczaj sprawdzania takich rzeczy dziesiątki razy. Toteż czekałyśmy sporo przed czasem i we właściwym miejscu. A autobus nigdy nie przyjechał.

Nastała noc

Było zimno i ciemno, a my byłyśmy już zmęczone. Z nadzieją czekałyśmy na spóźniony autobus. 20 minut, 30 minut, Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?godzinę i dwie. Łudziłyśmy się, że może chodzi o czas Polski, co by znaczyło, że byłyśmy jeszcze o godzinę wcześnie i autobus się pojawi. Ale się nie pojawił.

Po północy zaczęłyśmy się martwić. Zadzwoniłam na infolinię, ale pani nic nie wiedziała. Autobus powinien być. Doradziła dzwonić bezpośrednio do kierowców, bo ich numery były na bilecie. Odebrał ten, który już skończył zmianę i był w domu. Kazał dzwonić do drugiego kierowcy. Zero odzewu. Czekałyśmy łącznie kilka godzin, ale zero śladów autobusu, zero wieści. Nic. Dworzec opustoszał. Zostałyśmy z niczym.

Dodatkowy dzień wakacji

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?Nie miałyśmy, gdzie przenocować, ani jak wrócić do domu. Nie powiem, trochę się zestresowałyśmy, bo takiego obrotu sprawy nie przewidziałam. Musiałyśmy sobie jakoś radzić. Dodam, że po powrocie do domu wysłałam do Modultransu kilka maili, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi. Próbowałam sprawę załatwić poprzez rzecznika praw konsumenta, ale nie mogłyśmy się dogadać w kwestii formalności. Nie wierzę, ale przewoźnikowi ta kpina uszła na sucho. Bo nie bardzo mogę cokolwiek zrobić, poza wpisem tutaj i ostrzeganiem ludzi przed Modultransem. Szkoda, bo coś takiego nie miało prawa się wydarzyć.

W barze przy dworcu, skąd wciąż miałyśmy dobry widok (na wypadek, gdyby autobus jednak pojawił się z dużym opóźnieniem) złapałyśmy wi-fi i szukałam na noclegu z ofertą last minute. Miałyśmy szczęście. Nocleg był nieco droższy od poprzedniego, ale jeszcze lepszy i naprawdę nowoczesny. Był to apartament prowadzony przez małżeństwo. Pół godziny drogi pieszo od dworca. A jako że tramwaje nocne były rzadko, czekał nas spacer.

To wtedy znalazłyśmy też Pałac Poniatowskich, bo okazało się, że nasze lokum jest niedaleko. Oczywiście nie obyło Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?się bez głupich sytuacji. Apartament, choć nowoczesny i schludny mieścił się w bardzo starej kamienicy. W dodatku była noc i pomimo rezerwacji, nikt nie wiedział, że przyjdziemy. Trochę musiałyśmy czekać i podzwonić dzwonkiem. W dodatku najpierw nie w te drzwi, a do sąsiadów. Zostałyśmy skrzyczane, że się dobijamy w nocy do drzwi. A to była zwykła pomyłka. No ale nie może być przecież podróży bez przygód, nie? 🙂

Powrót

Pisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Podróż do FinlanPisanie, grafika i podróże to moja miłość. Moje trzy największe pasje, bez których nie potrafię żyć, dlatego też chcę dzielić się nimi z ludźmi i być może zainspirować ich do tworzenia własnych dzieł i niezapomnianych przygód. Lwów - jak tam jest naprawdę?dii - HelsinkiPo zakwaterowaniu szukałyśmy jakiegoś sposobu na powrót do domu. Udało się na BlaBlaCar, gdzie znalazłyśmy ukraińskiego kierowcę z minibusem organizującego przejazdy Polska a Ukraina i z powrotem. Oczywiście nocleg i inny przejazd wiązały się z dodatkowymi kosztami, mocno nieuwzględnionymi w budżecie na tą wycieczkę. Musiałyśmy to jakoś przeboleć.

Nie obyło się jednak bez komplikacji, bo w niedzielę autobusy miejskie kursują rzadziej, a samochody spoza miasta nie mogły w jechać do centrum. Musiałyśmy pojechać autobusem na obrzeża miasta, skąd zabrać miał nas nasz kierowca. Na szczęście pomimo spóźnienia, cierpliwie na nas zaczekał.

Towarzysze podróży byli w wieku średnim i wybierali się do Polski do pracy. Byli jednak bardzo mili. Rozmawiali z nami na miarę możliwości i częstowali cukierkami. Poza tym dzięki temu miałyśmy okazję pojechać mniejszymi drogami i zobaczyć ukraińskie wsie, lasy i stepy. A przeprawa przez granicę była dość zabawna. Z wielką ulgą usłyszałyśmy pierwszych polskich rozmówców, choć straż graniczna nie należy do najbardziej rozmownych. A miałyśmy okazję przyjrzeć się procedurom. I wieczorem szczęśliwie dotarłyśmy do domu.

Reasumując, Lwów w 3D jest stanowczo ładniejszy, niż na zdjęciach, choć zależy to oczywiście od okolicy. Lwów nocą jeszcze piękniejszy. W marcu było jeszcze zimno, myślę, że lepszym pomysłem byłby Lwów na majówkę, ale tak to już bywa.

Podobne wpisy

Lwów – miasto na Ukrainie

Podróż do Finlandii – Tampere

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblr
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Inline
Inline